4free.pl

Moje Przekonania

Ktoś mnie zapytał...

co było powodem stworzenia tej strony?

strona, w swojej pierwotnej formie, zaczęła powstawać jako wyraz mojego rozczarowania, frustracji, złości na to, co obserwowałem w swoim środowisku. Mam tu na myśli aspekty życia 'duchowego' (albo może ich brak;), których nie zaspokajał KK, msza, a których poszukiwałem.

jakie są twoje przekonania, w tym religijne?


Moje przekonania, w tym religijne, w wielkim skrócie:

  1. Bóg jest jeden, ale wiele dróg, które do niego prowadzą.

  2. Każdy może wybrać drogę, która mu najbardziej odpowiada.

  3. Rodzimy się w danej kulturze i droga z nią związana wydaje się być najodpowiedniejsza w zbliżeniu z Bogiem.

  4. Wszystko, co cię spotyka, pomaga ci w twoim rozwoju, ma sens.

  5. Słuchaj Serca - Boga, który przez nie przemawia.

  6. Kochaj siebie.

  7. Kochaj innych tak jak siebie.

  8. Bądź szczęśliwy i nie krzywdź innych.

  9. Żyj tak, jakby to był ostatni dzień twojego życia.

(za 'drogę' możesz wstawić religię)

powiedz coś o swojej duchowej ścieżce...

czyli krótka historia PawlaRoberta

Odkąd pamiętam byłem chrześcijaninem. Nie z wyboru - z urodzenia.

Tak wzrastałem sobie w wierze katolickiej gdzieś do '87-'88 roku (14-15 lat mojego życia). Później zacząłem zadawać sobie i innym 'trudne' pytania (typu: jeśli jest Bóg - to gdzie on jest? po co żyjemy? jaki jest sens życia?), ale na szczęście nikt nie potrafił dać mi zadowalającej odpowiedzi. (na szczęście, bo dzięki temu jestem tu, gdzie jestem:). I w ten sposób zaczął się w moim życiu

okres materializmu

Był to czas głębokiego życia w fizyczności, z zanegowanym Bogiem. Liczyło się to, co materialne... choć, paradoksalnie, kiedy teraz spoglądam na te lata, to byłem wtedy bliżej Boga niż kiedykolwiek wcześniej i później. A może nie-paradoksalnie, bo nie byłem wtedy skrępowany żadnymi regułami, koncepcjami etc.? Może takie powinno być właśnie naturalne życie?

Ten okres skończył się gdzieś między 1992-'93 r. Pracowałem wtedy na rynku na granicy niemieckiej, alkohol lał się strumieniami, a kiedy materializm stał się już bardzo skrajny przeszedł w swoje przeciwieństwo. Znowu rozpoczął się

okres wiary

W poszukiwaniu sensu życia, w 1993r.,  'przypadkiem' trafiłem do Kościoła Zielonoświątkowego. Tam spotkałem się z zupełnie czymś odmiennym niż w Kościele Katolickim - nabożeństwa ze śpiewami, spontanicznymi modlitwami, modlitwami na językach, błogosławieństwa, nauki... To były niesamowite 3 miesiące (w tym czasie miałem też pierwsze doświadczenia poza ciałem;). Tak szybko się skończyło (choć, co przeżyłem, to moje), ponieważ zbliżała się uroczystość chrztu wodnego dla nowych braci w zborze... i tak jakoś sekciarsko się zrobiło, kiedy namawiano mnie do chrztu... więc się rozstaliśmy.

W 1994 r. 'przypadkiem' spotkałem Marka Tarana i tu nastąpił kolejny przełom w moim życiu. Zdobywałem w tym czasie wiedzę nt. innych religii, ezoterycznej strony chrześcijaństwa, pracy z podświadomością, Huny... po teorii przyszedł czas na praktykę.

cdn.

PawelRobert

Łódź, wrzesień/październik 2004
 


Komentarze


Religia jako opis nie może być drogą, raczej przewodnikiem, mapą drogi, to jest zresztą częsta pomyłka w naszej kulturze, utożsamienie narzędzia z celem w jakim narzędzie jest stosowane. Drogą więc byłoby m.in. rozpoznanie i postawienie elementów na właściwych im miejscach.
 

Pozdrawiam serdecznie, strona b. mi się podoba i znalazła się w ulubionych.
 

PioTr


Wyżej napisałem:
'Bóg jest jeden, ale wiele dróg, które do niego prowadzą' a to

= 'Bóg jest jeden, ale wiele religii, które do niego prowadzą'.

 

Oczywiście, 'religia' nie równa się 'drodze', tak jak 'schody na górę' nie równają się byciu na górze. Mogę mieć schody, które prowadzą na górę, ale dopóki nie zacznę po nich wchodzić, nie będę ani o centymetr wyżej.

Nie utożsamiam narzędzia z celem - co za różnica, jakie schody/religię/drogę wybieram? Ważne, żeby osiągnąć cel!

 

pozdrawiam,

PawelRobert


Jeśli będziesz żył, jakby to miał być ostatni dzień Twojego życia, to będziesz nerwowy i rozkojarzony. Kiedyś tak żyłem, ale postanowiłem zwolnić i ... stałem się innym człowiekiem. Przed nami wszak nieskończona przyszłość, a byt ziemski jest tylko jednym z etapów, prawda? Pozdrawiam - MK
 

Mateusz Kusztelski


Staram się żyć tak, jakby to był ostatni dzień mojego życia i... nie jestem nerwowy i rozkojarzony (no, może z wyjątkiem sytuacji, gdy ktoś chce ode mnie kilka rzeczy na raz w tej samej chwili ;). Wręcz przeciwnie - jestem spokojny... przed nami wszak nieskończona przyszłość :).

 

'Żyj tak, jakby to był ostatni dzień twojego życia' nie oznacza dla mnie 'żyj szybciej, bo masz mało czasu', ale raczej: 'rób to, co najważniejsze w TWOIM życiu'; jeśli kogoś kochasz - powiedz mu to teraz, pokłóciłeś się z kimś - pogódź się z nim teraz - później możesz już nie mieć okazji...  'żyj Tu i Teraz!', bo to jedyna chwila, która istnieje realnie - Ciesz Się nią!

 

pozdrawiam,

PawelRobert


Żyć tak, jakby to był ostatni dzień? To po co marzenia i plany życiowe. Przecież to egoistyczne podejście. Myśleć tylko o sobie? Powiedzieć komuś "kocham" i odejść? A ta druga osoba (podobno kochana) co z nią. Nie myśleć o tym co będzie przeżywała? Jak można być szczęśliwym nie myśląc o innych?
Za dużo pytań, na które nie ma odpowiedzi. Chyba nie o to Ci chodzi?
 

Pozdrawiam
Jola


Oczywiście, że nie o to mi chodzi.

Marzenia, plany życiowe są po to, żeby je realizować.

Mam marzenia.

Mam plany.

Myślę o innych.

 

To, że żyję tak, jakby to był ostatni dzień mojego życia nie oznacza, że mówię 'kocham' i odchodzę. To oznacza, że budzę się rano i myślę: 'co bym dzisiaj zrobił, gdyby to był ostatni dzień mojego życia'? (czyt.: co mogę zrobić dla kochanej osoby i tej niekochanej... pomyślałaś tak kiedyś?) To oznacza również, że wolę spotkać się z przyjaciółmi niż poczytać książkę, czy posiedzieć przy komputerze. To oznacza również, że staram się być świadomy tego, co dzieje się Teraz wokół mnie.

 

Tak sobie myślę, że w naszym społeczeństwie 'śmierć' jest tematem tabu i nie kojarzy się zbyt dobrze. A przecież jest ona częścią życia. Urodziłaś się = Umrzesz.

Znasz datę swojej śmierci? Dlaczego boimy się śmierci? A może nie boimy się? Dlaczego mamy o niej nie myśleć?

Myślimy, że mamy dużo czasu, bo mamy dopiero x-lat, a przecież średnia to znacznie więcej... innym może się to przydarzyć, ale przecież nie nam...

 

Niektórzy ludzie wiedzą, że człowiek to nie tylko ciało fizyczne. Że świadomość istnieje niezależnie od ciała (np. obe, ld, śmierć kliniczna). Inni wiedzą, że nie żyją tylko raz (np. regresing). Jeszcze inni znają w przybliżeniu datę swojej śmierci (np. astrologia wedyjska). I co im to daje? Może to, że nie obawiają się śmierci ciała fizycznego, a może to, że wiedzą, co jest ważne w życiu, a może jeszcze coś innego...

 

W moim życiu świadomość śmierci sprawia, że staram się porządkować swoje relacje z innymi na bieżąco. Nie jest to łatwe.

Nie chciałbym umierać z myślą, że coś miałem zrobić i tego nie zrobiłem.

Nie chciałbym, żeby na moim pogrzebie ludzie płakali (na pogrzebach ludzie płaczą nad sobą, a nie nad zmarłym).

 

PS. Podobno kiedy człowiek umiera, to przeżywa całe swoje życie... Może to jest właśnie ta chwila...

 

PS1. Można myśleć o innych i też nie być szczęśliwym.

 

PS2. Żeby być szczęśliwym, trzeba wiedzieć, co da nam szczęście - zaplanować i realizować... i żeby to wystarczyło... :((

 

pozdrawiam,

PawelRobert


Otworzyłeś mi oczy na punkt "Żyj tak, jakby to był ostatni dzień twojego życia". Przyznaję, że nigdy nie zaczynałam dnia z tą myślą, chociaż zawsze myślałam o innych i starałam się dla nich wiele zrobić każdego dnia. Teraz oprócz innych osób zacznę dostrzegać również siebie. Dla siebie nigdy nie robiłam nic albo przynajmniej niewiele. Tak jak każdy człowiek zasługuje na miłość myślę więc, że ja też mogę się nią cieszyć. Zacznę więc kochać siebie. Tym samym może będę lepsza dla innych?

Piszesz, że nie chcesz, żeby na Twoim pogrzebie ludzie płakali, a nie myślałeś o tym, że pogrzeb nie jest potrzebny? Moją wolą jest, żebym nie miała grobu. Moje prochy mają być rozsypane nad wodą. Myśl o zmarłym nie potrzebuje pomników. Po śmierci chcę by moja energia była zupełnie wolna. Dla mnie nawet grób jest jakąś formą 'przywiązania'. Nie chcę aby o mnie ktoś pamiętał tylko dlatego, że musi iść na cmentarz. Jeśli będzie pamiętać to dlatego, że nosi mnie w sercu.

Piszesz również, że szczęście trzeba zaplanować i realizować. W jaki sposób chcesz to zrobić. Czy wiesz co Ci przyniesie szczęście? (nie mylić z marzeniami). A może wiesz w ogóle co to jest szczęście? Jeśli tak, to podziel się swoją wiedzą. Często jest tak, że to co wydaje nam się szczęściem po krótkim czasie przynosi rozczarowanie i gorycz. Jak to uczucie wtedy nazwać?

Pozdrawiam

Jola


:)

Zauważ, że "Żyj tak, jakby to był ostatni dzień twojego życia" jest ostatnim punktem na mojej liście. A 'Kochaj siebie' i 'Kochaj innych tak jak siebie' znajdują się znacznie wcześniej. 'Kochaj siebie' jest przed 'Kochaj innych...', bo moim zdaniem nie można innych naprawdę kochać, jeśli nie kocha się siebie.

 

Mam podobne zdanie, co do pogrzebu... tylko odróżniam pogrzeb od grobu ;-).

Pogrzeb rozumiem jako rytuał dla ludzi, którym przydarza się żyć dłużej na ziemi, aby łatwiej mogli pogodzić się z tym, że kiedyś i ich ciało zużyje się i 'odejdą z tej ziemi'. Dlatego powinna być imprezka po pogrzebie (stypa, to brzmi czarno), żeby ludzie mogli się cieszyć z mojego przejścia do innego świata, a nie smucić stratami w materii fizycznej. Ale cóż zrobić, żyjemy w konsumpcyjnym społeczeństwie, sami przywiązujemy się do materii...

(Tylko, żebyśmy dobrze się zrozumieli: materia i duchowość - one nie walczą ze sobą - duchowość wyraża się w/przez materii/e.)

 

Szczęście - piszę, że trzeba wiedzieć, co da nam szczęście - wtedy jest co planować, a plany trzeba realizować.

 

Niestety, ostatnio nie jestem szczęśliwy.

Wiem, co zbliżyłoby mnie do bycia szczęśliwym, ale, niestety, w tym momencie nie udaje mi się tego osiągnąć. Nie udaje mi się osiągnąć tego, co myślę, że dałoby mi szczęście, więc nie jestem szczęśliwy. Ale jednocześnie tak zastanawiam się, czy przypadkiem wiążąc szczęście ze swoją wizją szczęścia nie zamykam się na inne szczęście? Może tak jestem przywiązany do jednej myśli o szczęściu, że gubię gdzieś, nie zauważam, inne szczęścia, które mogłyby zaistnieć w moim życiu, gdybym tylko rozejrzał się dookoła i pozwolił im się rozwinąć...

 

a może to i dobrze, że przeżywamy rozczarowania. może dzięki temu uczymy się odróżniać szczęście od Szczęścia? Może dzięki temu lepiej poznajemy siebie, świat.

 

powodzenia

PawelRobert


To kim właściwie jesteś? Czy już wiesz, czy nadal poszukujesz siebie? Wiem, że poszukiwanie wzbogaca nas i czyni ludźmi świadomymi. Czy jednak można Ci ufać? Ja również poszukuję, a więc wiem, że nie ma "przypadków", że trafiłam na Twoją stronę.
 

Gabi


Czy jednak można mi ufać? Można.
ale może nie?
a może w niektórych sprawach można, a w innych nie?
ja sobie ufam.
ty też mogłabyś.
ale dlaczego miałabyś to robić?


właściwie, to jestem aż Człowiekiem
i nadal poszukuję siebie, choć inaczej niż kiedyś.

 

pozdrawiam,

PawelRobert

UWAGA! od lutego 2010r. strona nie będzie aktualizowana.
aktualne informacje znajdziesz w nowo tworzonej witrynie: Samopoznanie.org