4free.pl

Phoenix & the Fire-Stone

Doświadczając muzyki - "Feniks i ognisty kamień"

Postanowiłem opisać moje doświadczenia z tym utworem. Być może zainspirują one jeszcze kogoś do częstszego niż okazyjne słuchania go. Dla wyjaśnienia, utwór  „Phoenix & the Fire-Stone” znajduje się na płycie „Genesis of the Grail Kings” Adriana Wagnera. Jest wyjątkowy z dwóch powodów. Pierwszy – zaznaczono przy nim, że został stworzony w oparciu o zasadę złotej oktawy (złotego podziału w muzyce). Drugi – jest to pierwsza część rytuału lewitacji kamienia. O samym rytuale możemy przeczytać w opisie:

"Duże kamienne bloki były przenoszone na jakieś 400 metrów dzięki używaniu anty grawitacyjnych częstotliwości dźwięku. Tybetański rytuał wymagał 19 muzyków z bębnami i trąbkami, podczas gdy 200 mnichów dostarczało promieniowania wychodzącego z tyłu. Długość czasu lewitacji kamienia pojawia się na 4 minuty."

Na sam utwór czekałem cierpliwie kilka tygodni. W ciągu tego okresu wyrosły we mnie pewne oczekiwania. Nawet trudno mi powiedzieć jakie konkretnie. Spodziewałem się czegoś pięknego i harmonijnego (skojarzenie ze złotą oktawą), i w bliżej nieokreślony sposób niesamowitego (skojarzenie z rytuałem lewitacji!;). Jakież było więc moje zdziwienie, gdy go usłyszałem… rytm wybijany przez bębny, specyficzne „mruczenie” w tle, trąbki… – żenada. Pomyślałem, że to jeszcze jeden przereklamowany produkt – tak właśnie dzieje się, gdy spodziewamy się czegoś, czasem nawet nie wiadomo czego, a pojawia się coś, co nie spełnia naszych oczekiwań. Płyta powędrowała na półkę.

Przespałem się ze swoim rozczarowaniem. Następnego dnia spojrzałem na swoją wiedzę o A. Wagnerze, na symbolikę jaka pojawia się u niego, na specyficzne klimaty jego płyt… również przyjrzałem się swojej postawie. W efekcie doszedłem do wniosku, że coś w tym utworze musi być – tylko co? Czy jak zacznę go słuchać wszystko w pokoju zacznie lewitować? (trochę ironicznie, albo sceptycznie myślałem).

Kilka wieczornych godzin zajmowałem się więc „lewitacją”. Piszę „zajmowałem”, ponieważ starałem się doszukać w tym utworze czegoś niezwykłego, co wyróżniałoby go spośród innych mu podobnych. Rozbierałem go więc na części, spowalniałem, przyśpieszałem, odwracałem, podgłaszałem… w rezultacie powstała m.in. nowa dłuższa wersja, która bardziej mi odpowiada, ale sam utwór nadal nie był jakiś niezwykły. Z technicznego punktu widzenia składa się z 3 części. 1 – wstęp – kilkanaście sekund „mruczenia” podobnego do tego, jakie wydają tybetańscy mnisi w swoich klasztorach. 2 – około 1,5 minuty rytmu bębnów i trąb specyficznie zmieniających kanały (słuchając przez słuchawki) z ‘mruczeniem’ w tle. 3 – to samo co w części 2 tylko z szybszym rytmem. To oczywiście ogólny opis. Całość wydaje się jednocześnie wprowadzać w stan alfa i teta, a gdyby utwór był dłuższy i bez wyraźnych przerw między 2 i 3 częścią mógłby służyć do wchodzenia w trans.

Podsumowując

Odpowiedź na pytanie „co jest niezwykłego w tym utworze? Jak działa? Do czego służy? Jak go używać?” zna może kompozytor. W każdym bądź razie wykraczało to poza moją wiedzę. Cóż więc mogłem zrobić… – poszukać więcej wiadomości nt. rytuałów, Wagnera, skończyć szkołę muzyczną… 

Postanowiłem znaleźć odpowiedź we śnie.

czytaj dalej >>>

UWAGA! od lutego 2010r. strona nie będzie aktualizowana.
aktualne informacje znajdziesz w nowo tworzonej witrynie: Samopoznanie.org