4free.pl

teksty - oto wielka tajemnica wiary

"Oto wielka tajemnica wiary" Stanisław Cieniawa

Dlaczego wszystkie religie świata narzucają bezpodstawną wiarę w jakiegoś Boga: Krisznę, Jehowę, Trójcę, Allacha itp., a blokują prawdziwą religię, której wszyscy doświadczamy: wiarę w siebie, czyli zaufanie do własnej intuicji Najwyższego i twórcze urzeczywistnianie tej intuicji w kolejnych okolicznościach życia? Wszak rozum mówi, że wszelkie "objawienia" to tylko historycznie uwarunkowane intuicje Najwyższego, z reguły nieaktualne, mylące. Po drugie, dlaczego tak było i jest, że im lepiej wiedzie się klerowi, to tym gorzej wiedzie się ludowi, i na odwrót? Wreszcie po trzecie, dlaczego tak jest, że im większe wpływy ma kler na politykę i wychowanie, tym gorzej dzieje się w społeczeństwie i tym większe jest zepsucie dzieci i młodzieży?

By odpowiedzieć na te pytania, trzeba wreszcie uświadomić sobie odwieczną wrogość i sprzeczność między tą prawdziwą, powszechną religią, a wszystkimi innymi, które już choćby z powodu ich bezpodstawnej wiary są pseudoreligiami.

Właśnie z ludzi pseudoreligijnych rekrutują się tacy, którzy nie mając właściwego drogowskazu w postaci autentycznej religii, dają się zwodzić różnym doktrynom i mitom, i źle pojmują swobodną działalność, toteż często bywa ona przestępcza, nielegalna, a nawet i legalna nie zawsze jest moralna. Taka właśnie znajduje najpełniejszy wyraz w liberalizmie gospodarczym i finansowym. Ten liberalizm jest odpowiedzialny za istnienie kapitalizmu jako ustroju, którego bogiem jest pieniądz, i który z natury swej powiększa dysproporcje w podziale dóbr. Nieliczne jednostki, bardziej sprytne i bezwzględne, którym się powiodło, stają się bogaczami, a całe masy ludzi stają się biedakami, którzy na skutek przypadków losowych, bezrobocia, słabego zdrowia, coraz bardziej pogrążają się w nędzy. I oto z tym ustrojem pseudoreligie żyją w symbiozie...

Nędza duchowa bogaczy i nędza materialna mas rodzi potrzebę "pocieszycieli" i właśnie ta potrzeba stwarza podatny grunt dla rozwoju instytucji pseudoreligijych. Ich kapłani i nauczyciele obiecują nędzarzom niebo, gdzie odbiorą sowitą zapłatę za trudy, niedostatki i poniewierkę tu na ziemi. Temu celowi służą: nauka "religii", nabożeństwa, kulty i obrzędy, zwłaszcza pogrzebowe, na opłacenie których zapłakani "wierni" wysupłują ostatnie grosze.

Ale i nędza duchowa bogaczy oraz innych "krwiopijców", do których oczywiście należą i sami przedstawiciele duchownej hierarchii, też potrzebuje pociechy. Przede wszystkim ludzie mający nieczyste sumienie, a więc zbrodniarze i oszuści, łotry, szuje i inni krzywdziciele  chcą wiedzieć czy naprawdę istnieje Bóg i dusza nieśmiertelna, bo w takim razie mogliby dostać się do piekła na wieczne męki, albo - jeśli istnieje reinkarnacja - spędzić następny żywot w postaci weszki, kreta lub kundla. Pasjonowanie się "nadnaturą" i metafizyką świadczy o niespokojnym sumieniu, a nie o szlachetności ducha. Ludzie prawdziwie religijni, wierni własnej intuicji Najwyższego, która najpewniej byłaby głosem Boga, gdyby rzeczywiście istniał, nie wierzą w Boga, ale wierzą ewentualnemu Bogu i wiernie spełniając Jego wolę żyją bez niepokoju i lęku, nie muszą zadawać sobie metafizycznych pytań. Jakie to cudowne wyzwolenie od duchowej udręki pytań i wątpliwości, na które nie ma odpowiedzi! Wyzwolenie z gmatwaniny pozornych odpowiedzi, czyli czyjejś ignorancji zamaskowanej "uczonym", filozoficznym lub teologicznym żargonem.

Nie ludziom religijnym, lecz pseudoreligijnym potrzebna jest wiara w Boga, który za pośrednictwem kapłana "odpuszcza" grzechy. Wśród wszelkich możliwych pseudoreligii najlepiej spełnia tę funkcję - katolicyzm. Wabi niebem, straszy piekłem,, a jednocześnie poucza: przystąp do nas, nie żałuj grosiwa, a już my ci zapewnimy niebo, choćbyś był najgorszym łajdakiem. Natomiast ludzie prawdziwie religijni, czerpiący szczęście i spokój ducha z wierności własnej intuicji Najwyższego we wszystkich sprawach życia, nie potrzebują takich pocieszeń ani pouczeń. Żyją w dobrobycie duchowym, a zazwyczaj i materialnym, gdy postępują szlachetnie, racjonalnie. To nam wyjaśnia, dlaczego kler wszelkich pseudoreligii, a zwłaszcza judaizmu, chrześcijaństwa i islamu najbardziej nienawidzi ludzi religijnych. Nie potrzebują jego nauk i pociechy, a więc odmawiają mu racji bytu.

Teraz okazuje się, że ta "wielka Tajemnica wiary" to rzecz dosyć prosta. Aby kler mógł "pocieszać", musi istnieć wiara w jakiegoś Boga i muszą istnieć ludzie biedni i nędznicy potrzebujący pociechy. Miłość na pozór wierna, ofiarna, to w rzeczy samej "miłość" perfidna.

UWAGA! od lutego 2010r. strona nie będzie aktualizowana.
aktualne informacje znajdziesz w nowo tworzonej witrynie: Samopoznanie.org